Projekt Phoenix
- Aurora, 2010
- ss. 280, format 15,5 x 23, miękka oprawa
- ISBN 978-83-926179-2-1
- wysyłka: 24 godziny
- tytuł dodany: 23.06.2010 r.
Projekt Phoenix to książka o tym, co wydarzyło się 11 września 2001 roku w Pentagonie. O hipotezach dotyczących przyczyn niewyobrażalnego pożaru budynku, trwającego, mimo akcji strażaków, całe trzy doby. O samej akcji ratowniczej, której analiza wskazuje na celowe podtrzymywanie ognia i działaniach jej liderów, jakie w efekcie doprowadziły do śmierci 125 osób. To także próba przyjrzenia się rzekomemu przywódcy owego zamachu i służbom, które stworzyły wizerunek bezwzględnego terrorysty, obserwując go pilnie przez wszystkie lata poprzedzające ten dramat. Czytelnik znajdzie tu również odpowiedź na pytanie o osoby, bez których 9/11 nie miało prawa się wydarzyć, a następnie, przez prawie dekadę pozostać nie wyjaśnione. Autor wskazał też w książce bezpośrednich beneficjentów bezprecedensowego ataku na tę swoistą świątynię władzy nad światem, jaką dla sterników światowej polityki stało się centrum dowodzenia najsilniejszą armią globu, w którym zbiegają się wszystkie jej nerwy.
„Strażacy lotniskowi ugasili zarzewie ognia w siedem minut. Czyli o 09:48 było po wszystkim. Tymczasem 23 minuty później runął dach budynku. Jednostki przybyłe z innych ośrodków ratownictwa rozwinęły węże i ... zabrały się dziarsko do gaszenia ... ugaszonego pożaru” (fragment rozdziału „OGIEŃ I WODA”).
„Tam nie może już być żadnych ocalałych, byłoby to niepojęte” – te słowa wypowiedział Donald Rumsfeld, Sekretarz Obrony USA, w zaledwie dziewięć godzin (!) po ataku. Eksperci są zgodni co do tego, że ofiary katastrof, na przykład trzęsień ziemi, są w stanie przeżyć pod gruzami zawalonych budynków, nawet kilkanaście dni. Po trzęsieniu ziemi, które nawiedziło w 2010 roku Haiti, ratownicy wydobywali spod gruzów żywych ludzi jeszcze tydzień po tragedii. Pewnego mężczyznę uratowano po jedenastu, a młodą kobietę nawet po piętnastu dniach, kiedy oficjalnie zakończono już akcję poszukiwawczą! Jakim więc prawem Rumsfeld wydał wyrok śmierci na uwięzionych w zrujnowanym obiekcie ludzi już po kilku godzinach? Przecież ten człowiek miał do dyspozycji cały sztab fachowców, znawców metod ratowania ludzi, którzy z pewnością wiedzieli, że zbyt wcześnie na taką ocenę. Jednak okazało się, że ta arogancka wypowiedź, pozbawiona jakichkolwiek logicznych podstaw, była prorocza. Po niej, nie odnalazł się już żaden żywy człowiek. Ani nazajutrz, 12 września, ani 13-ego. Już nigdy (fragment rozdziału „ZA LINIĄ FRONTU”)
"Czy ktoś, jeszcze kilka lat temu wpadłby na pomysł wiązania zamachów 11 września ze śmiercią ... lady Diany? A tymczasem i taki „odprysk” tu się pojawia. Nie mogę go więc pominąć milczeniem, bo intryguje.
Jaki może być związek wypadku w Paryżu, w roku 1997, z wypadkami w USA, cztery lata później? Swoistym zwornikiem tych dwóch spraw jest człowiek, którego dla potrzeb tego rozdziału, nazwałem „francuskim łącznikiem”. Żeby go lepiej poznać, musimy się jednak cofnąć do czasów prezydentury Clintona, a w niektórych miejscach nawet odrobinę dalej.
(Fragment rozdziału „FRANCUSKI ŁĄCZNIK”)"
"Żadna z maszyn nie transmitowała kodu uprowadzenia, a podejrzenie o porwaniu można było powziąć dopiero po mało czytelnych głosach w języku arabskim, nadawanych na tej częstotliwości, około 08:24. Oznacza to, że nie wiadomo było, z którego z dziesiątków samolotów pochodziły. Mało tego, mogły wyjść z dowolnego nadajnika, niekoniecznie będącego w danej chwili w powietrzu!
Dlaczego w ogóle się pojawiły? Nie wniosły wielu informacji do sprawy. Zrzucały, co prawda, winę na Arabów, ale nie to było najistotniejsze. O arabskich terrorystach świat miał się i tak dowiedzieć już wkrótce z innych źródeł. Najważniejszym powodem było jednak jak najszybsze ukierunkowanie służb na wersję o porwaniu. To powodowało, że myśliwce nie startowały NATYCHMIAST, a ich piloci czekali na rozkaz, który nadejść mógł dopiero po otrzymaniu przez wojsko informacji z FAA, a później zgody z Pentagonu. Gdyby tego opóźnienia nie wypracowano, myśliwce wystartowałyby ze swoich baz, przechwyciły wszystkie samoloty i byłoby ... po zamachach. A na to sobie kreatorzy 9/11 pozwolić nie mogli.
(Fragment rozdziału „DRZWI SZEROKO ZAMKNIĘTE”)"
"Władze podały, że cały samolot, ogromna kilkudziesięciotonowa maszyna, z ludźmi i bagażami na pokładzie, wyparowała. Niesamowita arogancja! Według tej opinii, zniknęły dwa potężne silniki, masywne podwozie, skrzydła, usterzenie – wszystko. Jak więc wytłumaczyć widok owego małego, w porównaniu do tych używanych w Boeing’ach, silnika, którego część widoczna jest na zdjęciach? Jak wreszcie, zdołano dokonać identyfikacji wszystkich pasażerów, skoro w relacji samych władz, oparto się na badaniach daktyloskopijnych? Czy potworna temperatura mogła spopielić cały samolot, oszczędzając delikatną tkankę ludzkiej skóry, pozwalającą pobrać odciski palców? A przecież potwierdzono tożsamość wszystkich, poza 3-letnią dziewczynką, pasażerów tego rejsu.
(Fragment rozdziału „ZAMACH”)"
"Rumsfeld w swoich pierwszych decyzjach i wystąpieniach uznał otwarcie, że Pentagon nie jest rejonem ataku o charakterze wojennym, a „miejscem zbrodni”. A w USA miejsca przestępstw podlegają jurysdykcji cywilnej, czyli przedstawicielom Departamentu Sprawiedliwości, a nie Departamentu Obrony. Przyjęto więc od razu, że atak na Pentagon stanowi przestępstwo natury kryminalnej. Pomimo, iż wiadomo było już o wcześniejszych atakach powietrznych na Nowy Jork i próbach ataku na Kapitol (UAL 93). Nikt nie mógł wtedy jeszcze wiedzieć, że nie jest to akt wojny ze strony innego państwa. On wiedział!
(Fragment rozdziału „NOTATKA Z PHOENIX”)"
"(...) 5 września 2001 roku, Hanjour popisał się kolejnym wyczynem. W First Union National Bank w Laurel, w stanie Maryland, postanowił podjąć pieniądze. Poddał się dopiero po czwartej, nieudanej próbie podania właściwego numeru PIN. Dwa dni później wrócił z jakimś mężczyzną, zdecydowany pobrać z konta 4900 USD. I tym razem ambitny plan spalił jednak na panewce. Przecież najlepszy nawet opiekun nie był w stanie zapamiętać za Hani’ego jego własnego numeru PIN.
Czy możliwe jest, by człowiek, który nie jest w stanie zdać prostego egzaminu, nie potrafiący zapamiętać numeru PIN własnej karty bankomatowej, był zdolny do wykonania ciężkim samolotem pasażerskim manewru, zarezerwowanego dla najlepszych adeptów szkoły Top Gun?
(Fragment rozdziału „AS PRZESTWORZY”)"
"(...) w chwili historycznego, lotniczego ataku na USA, bezpieczeństwo obywateli amerykańskich spoczywało w rękach kapitana (!) Marynarki (!). I to innego państwa! Czy to rzeczywiście przypadek, że zarówno w USA, jak i Kanadzie, jedynymi wtajemniczonymi byli oficerowie Marynarki?
W normalnych warunkach generałowie Myers i Eberhart powinni byli zakończyć kariery, okryci hańbą nieudolności lub wręcz zdrady. Nic podobnego im się jednak nie przydarzyło, jak domyślają się już zapewne, obeznani z realiami najrozmaitszych „komisji”, czytelnicy. Wręcz przeciwnie.
(Fragment rozdziału „MIASTA BRATERSKIEJ MIŁOŚCI”)"
"(…) 15 grudnia 2003 roku, przetarg na kontrakt z Pentagonem w ramach Programu PENREN, o wartości prawie 4,5 miliona USD, wygrała firma LEGATO Software? LEGATO, wchodząca w skład EMC, współtworzy wraz z nią konglomerat czterech najpotężniejszych firm zajmujących się magazynowaniem i obróbką danych, obok takich spółek, jak IBM, VERITAS i MICROSOFT."
A już 8 stycznia 2001 roku (!) wiceprezesem sprzedaży międzynarodowej, notowanej na giełdzie NASDAQ firmy LEGATO, został David L. Beamer – ojciec późniejszego „bohatera” 9/11. Z kolei w styczniu 2004 roku, EMC otrzymała w ramach PENREN kontrakt wart już 40 milionów USD(opis wydawcy).





